Zabrakło trochę szczęścia

Sochaczewski Klub Tenisa Stołowego zakończył tegoroczne rozgrywki Ekstraklasy Kobiet w Tenisie Stołowym z brązowymi medalami mistrzostw Polski. O podsumowaniu minionego sezonu i dalszych planach klubu oraz jego zawodniczek rozmawialiśmy z założycielem SKTS Bronisławem Gawrylczykiem.
Gawrylczyk
Jakby pan podsumował miniony sezon?
Brąz w tym roku uważam za nasz sukces, choć na początku było ciężko. Zabrakło nam też niestety trochę szczęścia. Nie bez znaczenia było to, że za nami rok olimpijski. Liderka drużyny Kasia Grzybowska-Franc, która wystąpiła na igrzyskach w Rio de Janeiro, przygotowywała się do tej największej imprezy na świecie dwa lata i narzekała już trochę na „roztrenowanie”. Od razu po powrocie z Brazylii weszła w sezon ligowy.

Po dwóch srebrnych medalach w poprzednich sezonach nie odczuwa Pan małego niedosytu?
Niewiele brakowało. Na koniec rozgrywek w tabeli było ciasno. Decydowały małe punkty. O miejsca w półfinałach, praktycznie do ostatniej kolejki walczyliśmy z drużynami z Częstochowy, Wrocławia i Nadarzyna. Zajmując czwarte miejsce po sezonie zasadniczym trafiliśmy w półfinale na Siarkę Tarnobrzeg, która jak wiadomo jest innej klasy klubem, z wielkim budżetem, trochę poza naszym zasięgiem.

SKTS tracił w rundzie zasadniczej dużo punktów w meczach wyjazdowych, często po długich, trwających trzy godziny pojedynkach.
Jesienią przegraliśmy na wyjazdach we Wrocławiu i Częstochowie, w obu przypadkach 3:2. W istocie, jak się później okazało, te dwa mecze (trzecia i piąta kolejka) były kluczowe dla kolejności w tabeli na koniec sezonu. Gdybyśmy choć w jednym z tych pojedynków wygrali, to ponownie zagralibyśmy w finale z Tarnobrzegiem o złoto.

W półfinałowym rewanżu SKTS zagrał jednak z Siarką Tarnobrzeg bardzo dobre spotkanie.
Dobrze weszliśmy w ten mecz. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy go nawet wygrać. Agacie Pastor-Gołdzie udało się zwyciężyć swój pojedynek, lecz ostatecznie przegraliśmy w całym spotkaniu 3:1. W ogóle był to bardzo dziwny mecz. Na prośbę klubu z Tarnobrzega odbył się on w Dębicy, w hali nieprzystosowanej do rozgrywek tenisa stołowego. Podczas gry przez szyby hali zaczęło świecić oślepiające słońce. Wywołało to spore zamieszanie. Musieliśmy przerwać rozgrywkę i przestawić pole gry. W rozmowie z sędzią przyznał on, że SKTS powinien dostać nagrodę fair play. Gdybyśmy zgłosili protest, arbiter musiałby przerwać spotkanie i zarządzić walkower, z korzyścią dla sochaczewskiej drużyny. Gospodarze, czyli Siarka, nie przygotowali bowiem dostatecznie dobrze obiektu.

A nie odnosi Pan wrażenia, że znacznie podniósł się poziom tenisa stołowego kobiet w Polsce, co można było zauważyć w minionym sezonie?
Czołówka się wyrównała. Inni pozazdrościli takiemu małemu miastu jak Sochaczew wielkich sukcesów i chcieli nas w końcu ograć (śmiech). A tak poważnie, pozostałe kluby w porównaniu do nas mają ogromne pieniądze. Budżet Siarki Tarnobrzeg to ok. dwa miliony złotych. W Nadarzynie na tenis stołowy przeznaczanych jest ok 700 tysięcy. Z kolei Wrocław i Częstochowa to zespoły akademickie. Ściągają na stypendia klasowe zawodniczki z Europy i Chin, które występują w barwach ich klubów. Mimo to wciąż utrzymujemy się w ścisłej czołówce i nie zamierzamy się poddawać.

Kolejny sezon rozpocznie się dopiero na przełomie sierpnia i września. Co do tego czasu?
W dniach od 29 maja do 5 czerwca w Duesseldorfie w Niemczech rozegrane zostaną Mistrzostwa Świata w Tenisie Stołowym. Będziemy kibicować Katarzynie Grzybowskiej-Franc, która wystąpi w turnieju indywidualnym oraz w deblu z Natalią Partyką.

Czy w nowym sezonie będą jakieś zmiany w składzie drużyny?
Myślę, że jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Na pewno Katarzyna Grzybowska-Franc zostanie w klubie. Co do innych zawodniczek jeszcze nie wiem, lecz z drugiej strony uważam że zwycięskiego składu się nie zmienia. Dong Rui Fang i Agata Pastor-Gołda też zdobywają cenne punkty dla zespołu. W drużynie zrobiła się fajna atmosfera. Zawodniczki dobrze dogadują się ze sobą. W tym składzie w następnym sezonie również będziemy jednym z faworytów do zdobycia medalu.

Czasami trzeba zrobić krok do tyłu

Już na początku kwietnia drużyna seniorów RC Orkan Sochaczew rozpocznie rozgrywki w I lidze rugby. W roli pierwszego szkoleniowca zadebiutuje Maciej Misiak. O sytuacji kadrowej Orkana, powrotach zawodników do zespołu, ich przygotowaniach do sezonu, rywalach z którymi zmierzą się sochaczewscy rugbiści, z trenerem RCO rozmawia Maciej Frankowski.
Misiak
Trenerem pierwszej drużyny Orkana jest pan dopiero od kilku miesięcy. Skąd pojawiła się taka propozycja?
Spora grupa starszych zawodników sugerowała, abym objął tę funkcję w momencie gdy Bogdan Wróbel powiadomił o swojej rezygnacji. Od nowego roku trenuję drużyny piętnastek i siódemek RCO. Propozycję dostałem od zarządu klubu. Trochę się wahałem, bo na co dzień mam dużo innej pracy. Jestem nauczycielem wychowania fizycznego w sochaczewskiej „Osiemdziesiątce”, pracuję także w Polskim Związku Rugby jako kierownik wyszkolenia. Cały czas jestem też trenerem młodzieży Orkana do lat 16. Obecną drużynę kadetów prowadzę już od czterech lat.

Co w praktyce zmieniło się w treningach seniorów, po tym jak objął pan drużynę. Na co kładzie pan największy nacisk?
Staram się trochę zmienić system szkolenia. Stosuję metody, które razem z Blikkies’em Groenewaldem wprowadziliśmy w kadrze narodowej. Skupiam się głównie na technice indywidualnej zawodników. Poświęcam na to obecnie 80 procent czasu pracy na treningach. Od tego należy zacząć. Na tej bazie dopiero później będzie można budować większe rzeczy, takie jak technika w formacjach młyna i ataku oraz taktyka całego zespołu.

Jak przedstawia się obecna sytuacja kadrowa Orkana. Ile osób pojawia się na treningach?
Jesteśmy mocno ograniczeni. Jesienią graliśmy praktycznie dwudziestką zawodników. Obecnie dysponujemy kadrą liczącą około 25 osób. Warto wspomnieć, że odnotowaliśmy kilka powrotów do zespołu. Są to zawodnicy, którzy w przeszłości stanowili trzon tej drużyny, a także grali w reprezentacji Polski. Treningi wznowili m.in. Dawid Popławski, bracia Konrad i Paweł Pietrzyk, Daniel Niemyjski, Krzysztof Piłowski, Piotr Krysiak. Swoje powroty zapowiedziało też kilka innych osób. Niektórzy z nich są ograniczeni zawodowo. Przykładowo Jakub Młyńczak, który pod koniec kwietnia zakończy służbę wojskową. Mam nadzieję, że od maja dołączy do zespołu. Bardzo chcielibyśmy, aby do składu wrócił również Michał Kępa, który jest po rehabilitacji kolana.

Większość składu w nadchodzącym sezonie stanowić będą jednak starsi, doświadczeni zawodnicy. A co z młodzieżą?
Muszę przyznać, że jest problem z zawodnikami między 19 a 23 rokiem życia. Możemy ich właściwie policzyć na palach jednej ręki, podczas gdy to oni powinni stanowić trzon drużyny. Powinniśmy mieć przynajmniej piętnastu zawodników z tych roczników i na bazie tych chłopaków budować całą drużynę. Mam nadzieję, że niebawem to się zmieni.

Jesienią dołączą do drużyny obecni juniorzy?
Mamy wspólne treningi i staram się powoli wprowadzać ich do pierwszej drużyny. Mamy bardzo zdolną grupę juniorów. Wśród nich jest dziewięciu obiecujących zawodników, w tym sześciu z nich zostało już powołanych do reprezentacji Polski. Będzie to naprawdę dobry zastrzyk świeżej krwi dla zespołu. Od jesieni będą mogli już uczestniczyć w rozgrywkach. Stąd był też między innymi pomysł, aby zejść o ligę niżej, aby tych juniorów na wstępie zbyt mocno nie wyeksploatować.

Rezygnacja z gry w Ekstralidze była zatem według pana słuszną decyzją?
Po pierwsze i najważniejsze, nie dysponujemy obecnie wystarczającą liczbą osób, żeby grać w najwyższej klasie rozgrywek. Powinniśmy mieć w szerokiej kadrze minimum 35 zawodników. Pod względem organizacyjnym i szkoleniowym RCO stoi na bardzo wysokim poziomie. Jeśli będziemy mieli ilość, to w bardzo krótkim czasie jesteśmy w stanie przekuć to w jakość. Druga ważna kwestia jest taka, że nasi zawodnicy niestety, nie trenują jak zawodowcy. W Ekstralidze występuje obecnie sześć zespołów półzawodowych. Ich treningi odbywają się pięć razy w tygodniu. Żeby z nimi rywalizować, my również musimy do tego doprowadzić. Orkan wciąż pozostaje amatorską drużyną, gdzie wszyscy zawodnicy pracują zawodowo, a zajmują się jedynie profesjonalnym graniem w rugby.

W rozgrywkach I ligi rugby Orkan zagra w tym roku 12 spotkań. Sochaczewianie czterokrotnie zmierzą się z Czarnymi Pruszcz Gdański, Skrą Warszawa i Posnanią Poznań. Która z tych drużyn będzie najbardziej wymagającym rywalem?
Najtrudniej będzie z Posnanią. To drużyna, która miała podobną sytuację jak Orkan, też kadrowo nie wytrzymała tempa Ekstraligi. Na własne życzenie postanowili spaść do II ligi. Tam, w minionym sezonie, wysoko wygrywając swoje mecze wywalczyli awans do I ligi i teraz będą rywalizować z nami o miejsce w Ekstralidze. Przykład Posnanii pokazuje, że czasami warto zrobić krok w tył, aby w przyszłości oddać dwa skoki naprzód. Stopniowo, na fali sukcesów, odbudowano zespół. Do drużyny powrócili zawodnicy, którzy odeszli wcześniej do innych klubów. Udało im się także pozyskać nowego sponsora. Będzie to trudny i wymagający przeciwnik. Nie możemy też lekceważyć Skry Warszawa. To bardzo dobra drużyna grająca na poziomie ekip z dolnej połówki Ekstraligi. Myślę, że najmniej wymagającym rywalem będą z kolei Czarni Pruszcz Gdański.

I to właśnie z drużyną z Pomorza Orkan rozpocznie tegoroczną ligę. Pierwsze spotkanie już w niedzielę 2 kwietnia w Sochaczewie.
Będzie to dla nas bardzo ważny mecz. Pokaże nam, gdzie tak naprawdę obecnie jesteśmy. Chcemy wyjść na boisko w jak najlepszej dyspozycji – skoncentrowani, zmotywowani i gotowi do walki. W ramach przygotowań do sezonu tydzień przed rozpoczęciem ligi jedziemy do Jarocina. Tam 25 marca zagramy sparingi z Posnanią Poznań i Spartą Jarocin.

Jeśli Orkan wygra I Ligę, to czy w kolejnym sezonie przystąpi do rozgrywek Ekstraligi?
Tak jak mówiłem wcześniej, Ekstraliga rządzi się swoimi prawami. Warunkiem koniecznym, żeby grać w tej klasie rozgrywek jest odpowiednio szeroka kadra. Absolutne minimum to 30 zawodników. Jeśli tylu będzie i uda nam się uzyskać awans, to w 2018 roku Orkan ponownie zagra w najwyższej klasie rozgrywkowej rugby w Polsce. Na poziomie sportowym jesteśmy w stanie wyjść pierwszą piętnastką i wygrać mecz z każdą drużyną w Polsce, lecz nie w tym rzecz. Nie może być tak, że piętnastu zawodników gra wszystkie mecze na maksymalnym obciążeniu. Niektórzy muszą czasem odpocząć, do tego dochodzą jeszcze kontuzję i inne zdarzenia wykluczające zawodników z gry. Od lat nie mieliśmy takiego komfortu, wręcz przeciwnie zdarzały się plagi kontuzji spowodowane nadmiernym wyeksploatowaniem zawodników. Nie chcemy powtórzyć tego błędu. Musimy zbudować zespół, począwszy od dobrze zorganizowanej drużyny amatorskiej, po półzawodową ekipę zdolną do równej rywalizacji z najsilniejszym ekipami w kraju.

Bardzo dziękuje za rozmowę i życzę sukcesów w nadchodzącym sezonie.

Karate to sposób na formę i dobrą zabawę

W sobotę 4 marca w hali MOSiR przy ul. Kusocińskiego odbędzie się Otwarty Turnieju Karate Kuma-De o Puchar Burmistrza Miasta Sochaczew. Z Piotrem Słabym, głównym organizatorem wydarzenia, prezesem Stowarzyszenia Mazowiecka Szkoła Walk Karate-Do Kuma-De, wicemistrzem świata i Europy w karate, rozmawia Maciej Frankowski.
Karate1
Dlaczego zdecydował się Pan na otwarcie szkoły karate w Sochaczewie?
Jako zawodnik i instruktor z wieloletnim doświadczeniem i licznymi sukcesami, chciałem stworzyć miejsce, w którym będę mógł przekazywać swoją wiedzę innym, a przede wszystkim dzieciom, które we współczesnym świecie szczególnie wymagają uwagi i dodatkowych zajęć. Miejsce, w którym dzieci znajdą sposób na uprawianie sportu, hartującego ducha i charakter i jednocześnie pomagającego poprawiać kondycję fizyczną, umiejętność skupienia się, rozładowania emocji a także wyciszenia. Miejsce, które odciągnie dzieci od gier komputerowych i niebezpieczeństw wirtualnego świata. Szkoła działa w Sochaczewie od prawie dwóch lat, natomiast filia w Izabelinie od roku. Zajęcia w obu lokalizacjach prowadzę wspólnie z Dominikiem Seroką – wielokrotnym mistrzem świata i Europy. Prowadzi on też autorski program Fitness Fight.

Czy karate to odpowiedni sport dla dzieci?
Karate uczy szacunku, cierpliwości, wytrwałości i pokory. Nawet najmłodsze dzieci, które przychodzą na treningi, wiedzą, jak ważna jest wytrwałość i cierpliwość w dążeniu do celu. Wiedzą, jak ogromne znaczenie ma szacunek do siebie samego oraz do drugiego człowieka. Te cechy przydają im się w szkole i w relacjach z rówieśnikami.

Odnoszą sukcesy w turniejach i zawodach?
Dzieci są bardzo zmotywowane do współzawodnictwa. Chętnie uczestniczą w zawodach i turniejach. Podnoszą swoje umiejętności uczestnicząc też w letnich obozach karate, na których mają okazję trenować z mistrzami z zagranicy. Otrzymują ogromne wsparcie od swoich rodziców, którzy są ich najbardziej oddanymi kibicami. Wspólne wyjazdy na zawody, niejednokrotnie całych rodzin, pozwalają im odczuwać podziw i akceptację. Przykładem może być tu 5-letnia Lenka, której starszy brat Bartek, jako pierwszy w rodzinie, zaczął ćwiczyć karate. Jego młodsza siostra przychodziła na treningi tylko popatrzeć, aż pewnego dnia stanęła na tatami i sama wykonała bezbłędnie wszystkie ćwiczenia. Dzisiaj ma już na swoim koncie liczne medale. Nasi mali zawodnicy potrafią nas bardzo zaskoczyć!

Czy 4 marca również nas zaskoczą?
Podczas zawodów konkurencja będzie bardzo duża, gdyż swój udział potwierdziło ponad 100 zawodników z klubów z całej Polski, m.in. z Kolna, Dąbrowy Górniczej i okolic Warszawy. Jestem przekonany, że nasi mali zawodnicy również zdobędą medale i puchary. Niewątpliwie będzie to dla nas wszystkich miłe spotkanie i kolejna lekcja, która musi towarzyszyć w treningach karate i życiu codziennym, ponieważ umiejętność wygrywania czy przegrywania jest ważną cechą w życiu każdego człowieka.

Podczas turnieju dzieci i młodzież będą walczyć w dwóch głównych konkurencjach: kumite i kata. Na czym one polegają?
Kumite to starcie dwóch przeciwników, walka pomiędzy dwoma zawodnikami, którzy starają się zdobyć jak największą ilość punktów trafiając przeciwnika uderzeniami i kopnięciami. Oczywiście wszystko rozgrywa się z pełną kontrolą i na bardzo rygorystycznych zasadach. Jest to bezpieczna konkurencja, jednak już dla bardziej doświadczonych adeptów wschodnich sztuk walki. W tej konkurencji zobaczymy tylko samych chłopców w przedziale wiekowym od 14 do 16 roku życia. Z kolei Kata, najprościej mówiąc, jest to walka z cieniem. Na macie spotyka się dwóch przeciwników, którzy mają do zademonstrowania sędziom i widowni ściśle określone schematy składające się z bloków, uderzeń, kopnięć, określonego tempa i pozycji. Wygrywa ten, któremu uda się najlepiej zademonstrować układ tak, jakby naprawdę z kimś walczył.
Piotr Słaby i Dominik Seroka
Czy Puchar Burmistrza to jedyne trofeum, o jakie będą walczyli zawodnicy?
Puchar Burmistrza Miasta Sochaczew to główne i tytułowe trofeum turnieju. Burmistrz Piotr Osiecki objął turniej swoim patronatem, a dzięki współorganizatorowi, jakim jest Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, impreza odbędzie się w hali przy ulicy Kusocińskiego. Początek zawodów o godzinie 10.00. Udało nam się też szczęśliwie pozyskać sponsorów, dzięki którym każdy zawodnik będzie nagrodzony za swój trud. Głównym sponsorem wydarzenia jest marka Ford i diler AutoNobile, który ufundował puchar sponsora, o który walczyć będą starsi zawodnicy w konkurencji Kumite, a starsze zawodniczki w konkurencji Kata. Swoje wsparcie zadeklarowali też: Mars Polska, MFO, Cukiernia Lukrecja J.D. Makowscy, Firma Budowlana Polski Dom, Katro Design. Serdecznie zapraszamy rodziny z dziećmi i zachęcamy do wspólnego dopingowania zawodników.

Turniej w sobotę 4 marca ,a gdzie i kiedy odbywają się zajęcia?
Zajęcia karate prowadzimy obecnie w dwóch lokalizacjach. W domu kultury w Izabelinie oraz w Fabryce Centrum w Sochaczewie przy ul. Poprzecznej. Treningi odbywają się w poniedziałki i piątki o godzinie 18.00. Zapisy na miejscu lub e-mailem na adres kumadesochaczew@gmail.com. Mamy też swoją sekcję karate w Przedszkolu Promyk w Sochaczewie. Niebawem maluszki też zaczną odnosić sukcesy w turniejach i zawodach.

Puchar dla Mostu Wyszogród

XXIII edycja Amatorskiej Ligi Piłki Siatkowej przeszła do historii. 4 i 5 lutego w hali sportowej w Chodakowie rozegrano finały. Triumfatorem tegorocznego sezonu została drużyna SRS Most Wyszogród, która w finałowym dwumeczu pokonała świetnie spisującą się w rozgrywkach młodą ekipę Piasta Feliksów.
ALPS1
W zakończonej 23. edycji ALPS, organizowanej przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Sochaczewie, wzięło udział pięć drużyn. Rozgrywki rozpoczęły się 16 października. W rundzie zasadniczej rywalizacja odbywała się systemem każdy z każdym. Rozegrano w sumie 10 kolejek. Do półfinałów awansowały cztery najlepsze drużyny. Pojedynki w fazie play-off były bardzo zacięte i pełne emocji.

W meczu o trzecie miejsce zmierzyły się drużyny Volleya Sochaczewa i Teresina. Pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem Teresina 3 do 1 i przewagą 15 małych punktów. Decydujący okazał się ostatni set, wygrany przez drużyną Teresina z ogromną przewagą – 25:10. Tak duża zaliczka miała kluczowe znaczenie przed niedzielnym rewanżem. W nim losy się odwróciły – to Volley triumfował po czterech setach. Pierwszego wygrał do 16 i wciąż był w grze. Po drugiej partii w małych punktach był remis. W trzecim secie sochaczewskich zespół uległ pięcioma oczkami i choć ostatnią partie wygrał, to ostatecznie Teresin, dzięki przewadze trzech małych punktów, zajął najniższy stopień podium.

W finale zagrały zespoły SRS Mostu Wyszogród i rewelacja tegorocznego sezonu ALPS, młoda ekipa Piasta Feliksów. Doświadczenie wzięło jednak górę. W pierwszym pojedynku Most wygrał, lecz dopiero po tie-breaku. W rewanżu siatkarze z Wyszogrodu rozprawili się z rywalami w czterech setach i tym samym przypieczętowali zwycięstwo w tegorocznym sezonie ALPS.
ALPS2
Puchary i nagrody wręczali zastępca burmistrza Dariusz Dobrowolski, wójt Gminy Sochaczew Mirosław Orliński, dyrektor MOSiR Mieczysław Głuchowski oraz radna rady miejskiej Magdalena Zborowska. Za najlepszego siatkarza całego sezonu uznano Marcina Błaszczyka (SRS Most Wyszogród). Nagrodę dla najlepiej przyjmującego otrzymał Łukasz Lewandowski (SRS Most Wyszogród. Najlepszym środkowym został Jakub Stasiak (Volley Sochaczew), atakującym – Artur Rokicki (KS Piast Feliksów), rozgrywającym – Grzegorz Kozak (SRS Most Wyszogród). Tytułem najlepszego libero uhonorowano Piotra Fergina (KS Piast Feliksów). Ponadto przyznano puchar Fair Play dla ostatniej w tym sezonie drużyny ZS RCKU Sochaczew.
ALPS3
Składy drużyn w XXIII edycji ALPS:
SRS Most Wyszogród: Grzegorz Kozak, Łukasz Lewandowski, Emil Jasiński, Jerzy Jędrzejak, Radosław Pachelski, Marcin Błaszczyk, Mateusz Błaszczyk, Tomasz Rogoziński, Sebastian Gruza, Piotr Błaszczyk, Piotr Rasztemborski, Kamil Zwierzchowski, Piotr Idzkowski
KS Piast Feliksów: Piotr Ostrowski, Artur Rokicki, Mateusz Koperski, Patryk Kowalski, Mateusz Burzyński, Piotr Fergin, Jakub Zalewski, Mateusz Grzegorek, Maciej Rabiega, Marcin Rabiega, Adrian Kucharewicz, Adam Wiśniewski, Konrad Kierzkowski
Teresin: Mariusz Staniak, Robert Woźniak, Mateusz Leszczyński, Krzysztof Rzępa, Krystian Woźnicki, Sławomir Antoniak, Robert Stańczak, Dawid Świat, Maciej Wójcik, Roland Zakrzewski, Jakub Racinowski, Karol Sapiogórski, Piotr Rosalski, Jakub Fabiszak
Volley Sochaczew: Robert Gajda, Andrzej Koźbiał, Michał Werłaty, Adam Cierebiej, Piotr Wróblewski, Jakub Stasiak, Krzysztof Rąg, Damian Rąg, Krzysztof Mamcarz, Marek Nowak, Jacek Raczkowski, Tomasz Walczewski, Maciej Nowicki, Tomasz Najmrocki, Paweł Dąbrowski
ZS RCKU Sochaczew: Piotr Mydlak, Bartłomiej Kacprzak, Bernard Kacprzak, Krzysztof Wójcik, Wojciech Socha, Sławomir Grzelak, Marcin Gawroński, Konrad Tomaszewski, Przemysław Woźniak, Mateusz Szymczyk, Maksymilian Supera.

WYNIKI
Mecz o III miejsce
Teresin – Volley Sochaczew 3:1 (25:22, 20:25, 28:26, 25:10)
MVP: Mateusz Leszczyński (Teresin)
Volley Sochaczew – Teresin 3:1 (25:16, 25:19, 20:25, 25:22)
MVP: Andrzej Koźbiał (Volley Sochaczew)
Finał
SRS Most Wyszogród – KS Piast Feliksów 3:2 (25:14, 24:26, 25:17, 23:25, 15:12)
MVP: Łukasz Lewandowski (SRS Most Wyszogród)
KS Piast Feliksów – SRS Most Wyszogród 1:3 (15:25, 25:19, 17:25, 21:25)
MVP: Marcin Błaszczyk (SRS Most Wyszogród)